Wojna rosyjsko-ukraińska trwa już od ponad 4 lat. Niewiele osób wie jednak, że jedną z aren tej rywalizacji jest kontynent afrykański. Rosja dysponuje tam potężną machiną propagandową, która dla wielu lokalnych społeczności brzmi wiarygodnie. W szeregach rosyjskiej armii walczą obywatele państw afrykańskich, nierzadko podstępnie zwabieni do udziału w wojnie.

Z kolei rosyjscy najemnicy są obecni w Libii, Mali, Nigrze, Czadzie, Republice Środkowoafrykańskiej, Burkinie Faso i Sudanie. W regionie tym aktywna jest również Ukraina. Kijów prowadzi działania sabotażowe wymierzone w dostawy surowców z Afryki do Rosji, a także stopniowo wypiera Federację Rosyjską z roli głównego dostawcy broni dla państw afrykańskich. Kraje te odgrywają także kluczową rolę podczas głosowań na forum ONZ, co czyni ten region niezwykle istotnym polem bitwy dyplomatycznej.

Rosyjskie wpływy w Afryce sięgają czasów zimnej wojny, a po upadku ZSRR część z nich odziedziczyła Ukraina. Dziś okazują się one pomocne w udaremnieniu planów Moskwy, która próbuje finansować wojnę z zysków ze sprzedaży afrykańskich surowców.

Afryka jako obszar rywalizacji mocarstw

Afryka to jeden z najzasobniejszych w surowce kontynentów, na który przypada 30 proc. światowych zasobów mineralnych. Poza ropą naftową i gazem ziemnym skrywa bogate złoża złota, diamentów oraz metali ziem rzadkich, które są kluczowe dla zielonej transformacji energetycznej i produkcji nowoczesnej elektroniki. Wiele państw regionu dysponuje również znaczącymi pokładami fosfatów, wykorzystywanych m.in. do produkcji nawozów.

Afryka jest również kontynentem o najwyższym przyroście naturalnym. Szacuje się, że do 2050 r. co czwarty mieszkaniec globu będzie pochodził z tego regionu. Przyrost naturalny wpływa na rozwój gospodarczy, który dla całego kontynentu w 2025 r. wyniósł 3,9 proc. Lepszy wynik odnotowała tylko Azja (4,4 proc.). Większa liczba ludności oznacza rosnące rynki zbytu oraz dostęp do taniej siły roboczej. Ponadto wzrost populacji wymusza rozwój infrastruktury, której budowa jest źródłem dochodów dla firm budowlanych z całego świata.

Większość państw afrykańskich wciąż znajduje się w fazie umacniania swoich instytucji, które najczęściej stanowią niedoskonałą kopię rozwiązań z czasów kolonialnych. Świadomość narodowa jest tam również kształtowana zaledwie od około 60 lat. Z tego powodu kraje te pozostają podatne na konflikty wewnętrzne oraz stają się polem rywalizacji globalnych mocarstw. Państwa Zachodu starają się zwiększyć swoje wpływy w Afryce poprzez pomoc rozwojową, a w zamian oczekują koncesji gospodarczych. Z kolei Chiny realizują kredytowane projekty infrastrukturalne, by w zamian za  odroczenie spłaty zobowiązań przejmować kontrolę nad kolejnymi gałęziami gospodarki. Rosja przyjęła natomiast strategię niskokosztowego wsparcia wojskowego dla rządów najbardziej niestabilnych państw.

Potęga rosyjskiej propagandy

Pierwszym etapem zdobywania przez Rosję wpływów w Afryce jest rozsiewanie propagandy. Jest ona doskonale dobrana do lokalnych warunków i resentymentów. Kanały takie jak Russia Today (RT) czy Sputnik w ostatnich latach otworzyły swoje oddziały w krajach afrykańskich. Powstała też specjalna wersja RT w języku arabskim. Media te najpierw zdobywały odbiorców poprzez przekaz antykolonialny, bliski temu, czego Afrykanie uczą się w szkołach na lekcjach historii. Po wybuchu wojny w Ukrainie przekaz ten został uzupełniony o narrację stricte prorosyjską. Według niej wojna ta jest reakcją obronną Rosji na otoczenie ze strony NATO, które przedstawiane jest jako klub dawnych kolonizatorów chcących powrócić do swoich wpływów. Ukraińcy, według rosyjskich mediów, mają być zmuszani do walki, która jest rzekomo sprzeczna z ich własnymi interesami.

W wielu państwach przekaz mediów rosyjskich jest powielany w mediach państwowych. Co chwilę podawane są nowe rewelacje na temat wojny rosyjsko-ukraińskiej, takie jak kwestionowanie narodowości ukraińskiej czy też uznawania masakry w Buczy za sfingowaną przez ukraińskie służby. Pucz Prigożyna miał być „zmyłką”, a to, że Rosja jeszcze nie zajęła całej Ukrainy, ma wynikać z dobrej woli Putina, a nie z jego ograniczonych możliwości. Państwo ukraińskie nie ma dostatecznych możliwości, by stworzyć alternatywny przekaz medialny, więc opiera się na tym, co prezentują media zachodnie. Te jednak przez znaczną część Afrykanów, a zwłaszcza Arabów, są uznawane za niewiarygodne.

Afrykański „najemnicy” w Donbasie

Tuż po wybuchu wojny w Ukrainie rosyjskie władze zorientowały się, że pobór do wojska budzi opór wśród Rosjan. Z tego powodu Kreml zdecydował się na rekrutację najemników w Afryce. Według ukraińskich szacunków z jesieni 2025 r. w armii rosyjskiej walczy około 1700 żołnierzy pochodzących z tego kontynentu, a w rosyjskich fabrykach około 200 Afrykanek składa drony zakupione w Iranie. Z ustaleń ukraińskiego wywiadu oraz śledczych m.in. z RPA, Kenii i Togo wynika, że rekrutowano ich za pośrednictwem mediów społecznościowych, w których były publikowane dobrze płatne oferty pracy w sektorze cywilnym na terenie Rosji. Dwunastu obywateli Ghany, Nigerii, Kenii i Ugandy pojmanych w 2025 r. przez armię ukraińską zeznało, że zaoferowano im pracę ochroniarzy lub kierowców ciężarówek z miesięczną pensją w wysokości 3500 dol. Po przyjeździe do Rosji zostali jednak błyskawicznie wcieleni do wojska i wysłani na front pod groźbą rozstrzelania w razie odmowy. Historie tego typu coraz częściej pojawiają się w afrykańskich mediach, podważając wieloletnie wysiłki rosyjskiej propagandy.

Rosyjscy najemnicy w Afryce

Rosja stworzyła model zdobywania wpływów w Afryce polegający na wspieraniu sił rządowych przeciwko rebeliantom w zamian za koncesje gospodarcze. W latach 2017–2024 w ten sposób zbudowano biznesowe imperium Grupy Wagnera. Ta teoretycznie prywatna firma wojskowa, początkowo złożona z weteranów walk w Donbasie z 2014 r., otworzyła swoje biura w 20 państwach afrykańskich. Od 2017 r. wagnerowcy wzięli udział w operacjach wojskowych w Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej, na Madagaskarze, w Libii, Mozambiku, Burkinie Faso, Nigrze i Mali. W zamian za swoje usługi otrzymywali kontrolę nad zasobami naturalnymi tych państwa. Dla przykładu w latach 2022–2023 przetransportowano z Sudanu do Rosji złoto o wartości 2 mld dol. Gdy jednak w czerwcu 2023 r. właściciel Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn przeprowadził w Rosji nieudany pucz, jego imperium zostało rozbite. Jednostki wagnerowców zaczęły być zastępowane przez oddziały firmy Africa Corps, które obecnie stacjonują na terenie Mali, Burkiny Faso, Republiki Środkowoafrykańskiej, Nigru, Czadu i Sudanu. Zarówno wagnerowcy, jak i Afrika Corps w ramach swoich działań dokonywali masakr ludności cywilnej. Warto pamiętać, że w połowie 2024 r. w Mali zabili 34 cywilów i spalili 100 domów, a w styczniu 2025 r. dokonali egzekucji 10 osób, w tym 2-letniego dziecka.

Operacje ukraińskich służb

Gdy ukraińskie służby specjalne zorientowały się, że surowce pozyskiwane przez wagnerowców w Afryce służą do finansowania wojny w Ukrainie, zdecydowały się podjąć działania temu zapobiegające. Polegały one na wysyłaniu instruktorów wojskowych, którzy mieli szkolić rebeliantów walczących przeciwko rządom wspieranym przez rosyjskich najemników. Pierwszy głośny sukces nastąpił w lipcu 2024 r., gdy w miejscowości Tinzaouaten na północy Mali, tuż przy granicy z Algierią, grupa wyszkolonych Tuaregów wciągnęła w zasadzkę i zabiła 84 wagnerowców. W październiku 2024 r. portal Le Monde Afrique poinformował, że Tuaregowie w Mali korzystają z ukraińskich dronów. Z kolei 13 kwietnia 2026 r. libijska prasa ujawniła, że w marcu ukraiński dron ostrzelał rosyjski tankowiec z ropą naftową płynący u wybrzeży zachodniej Libii. Kreml zarzuca też Ukrainie wspieranie rebeliantów w Republice Środkowoafrykańskiej, Sudanie, Czadzie i Demokratycznej Republice Konga (DRK).

Kto lepszym dostawcą broni?

Rosja i Ukraina rywalizują też w zakresie dostaw broni do państwa afrykańskich. Moskwa jest tradycyjnym dostawcą, który odpowiada za 15 proc. całości eksportu broni na ten kontynent. Główną zaletą rosyjskiego uzbrojenia jest jego niska cena. Afrykańscy odbiorcy podnoszą też argument, że mają pewność, iż sprzęt nie jest zdalnie sterowany przez producenta, w przeciwieństwie na przykład do broni amerykańskiej. Ponadto wyposażenie armii Algierii, Angoli, Sudanu i Egiptu niemal w całości składa się z rosyjskich dostaw. Od czasu do czasu w tamtejszych mediach pojawiają się jednak publikacje na temat wadliwości tej broni. Jednocześnie renoma rosyjskiego sprzętu wyraźnie osłabła w wyniku doniesień z ukraińskiego frontu.

Przebieg wojny sprzyja z kolei budowie marki ukraińskiego uzbrojenia. Oprócz Tuaregów w Mali, ukraińskie drony wykorzystywało również sudańskie wojsko w walce z tzw. Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF). Nigeria kupuje ukraińskie pojazdy opancerzone Kozak-25, a DRK – artylerię. Z kolei rządy Angoli, DRK, Ghany, Kenii i Nigerii negocjują z Ukrainą otwarcie wspólnych fabryk dronów i pocisków przeciwrakietowych.

Afryka języczkiem u wagi w ONZ

Wojna rosyjsko-ukraińska toczy się również na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. 54 kraje afrykańskie stanowią ponad 25 proc. członków tego grona, dlatego cały kontynent jest istotny w kontekście pozyskiwania głosów dla konkretnych rezolucji. Choć dokumenty te mają głównie charakter symboliczny, poparcie dla nich stanowi istotny argument propagandowy. Od 2022 r. Zgromadzenie podjęło 7 rezolucji w sprawie wojny w Ukrainie. Poparcie dla nich było stosunkowo wysokie w latach 2022–2023 (ponad 140 państw). W 2025 r. doszło do załamania i poparcia przez mniej niż 100 krajów. Ostatnia rezolucja została uchwalona w lutym 2026 r. i stanowiła wezwanie do ustanowienia trwałego i sprawiedliwego pokoju. Poparło ją 107 państw. Kraje afrykańskie w większości przypadków wstrzymały się od głosu. Z kolei w grupie państw przeciwnych rezolucjom znalazły się m.in. Republika Środkowoafrykańska, Mali, Burkina Faso, Niger, Burundi, Erytrea i Sudan. By przekonać niezdecydowanych, Ukraina uzależnia transfer technologii wojskowych od głosowania „za”. Kijów wyklucza też ze współpracy rządy jednoznacznie prorosyjskie, takie jak władze Republiki Środkowoafrykańskiej.

 

Maciej Pawłowski

Autor wyraża własne opinie, a nie oficjalne stanowisko NBP, oraz ponosi odpowiedzialność za rzetelność faktograficzną tekstu.

 



TPL_BACKTOTOP