Ormianie byli i są w takiej sytuacji jak Żydzi - masowo mordowani przez nazistów uciekali w 1939 r. do ZSRR i trudno się im dziwić, to był jedyny rozsądny dla nich kierunek. Dość powiedzieć, że Amerykanie w tym samym roku odesłali do III Rzeszy prawie 1000 Żydów odmawiając przyjęcia ich statku do portu. To był wyrok śmierci.

Ormianie pamiętają ludobójstwo sprzed stu lat, gdy ich niezbyt liczny naród był krzyżowany przez Turków. Brutalnie zgładzono wówczas milion ludzi - topiono, ścinano, palono żywcem, zostawiano na pustyni na śmierć, a kobiety wcześniej gwałcono. Zbrodnia ta przypominała rzeź wołyńską, była jednak od niej o wiele większa, porównywana obecnie tylko do Holokaustu. Mając przed sobą wizję kolejnej tego typu zagłady nikt racjonalny nie odtrąca ochrony mocarstwa z powodu dalekich konfliktów protektora np. z Warszawą czy Waszyngtonem. Tym bardziej, że z powodu nieszczęśliwego położenia geograficznego Armenia żadnej alternatywy nie miała i nadal nie ma.

Wolta Armenii na Zachód i zapowiedź ścigania Władimira Putina wraz z Międzynarodowym Trybunałem Karnym nie była przemyślana, co dziś skazuje ten kraj na los Iraku. Będzie on kąsany przez Azerów i Turków aż się wyludni lub da zupełnie zdominować, zrezygnuje ze swojej niezależności - tak jak Białoruś. Zadziwia ta wielka naiwność polityczna rządu w Erywaniu. Rosyjskie "siły pokojowe" od lat chroniły sporne terytorium Górskiego Karabachu i gwarantowały Ormianom bezpieczeństwo, z czego zrezygnowali w jednej chwili, nie otrzymując za swoje poświęcenie absolutnie niczego.

Zachód nigdy nie zrezygnuje z sojuszu z Turcją, drugą najpotężniejszą natowską armią, dla przyjaźni z nieistotną militarnie, politycznie i gospodarczo Armenią. Oczekiwanie tak fundamentalnych zmian w układzie geopolitycznym dowodzi zupełnego braku realizmu politycznego. Nie bez powodu w tym samym dniu, w którym Azerbejdżan (korzystający z protekcji Turcji) przystąpił do ataku na Górski Karabach, Turcy zbombardowali obiekt w Iraku, do którego terytorium od dawna mają roszczenia. To kolejny etap odtwarzania Imperium Osmańskiego, którego ofiarami prędzej czy później padną m.in. Grecy, Kurdowie i właśnie Ormianie. Wojna Zachodu z Turcją w ich obronie jest tak prawdopodobna, jak sojusz polsko-rosyjski wymierzony w Japonię.

To Armenia potrzebowała stałej protekcji rosyjskiej, bez względu na moralną ocenę Władimira Putina i wojny na Ukrainie. I tak jak wielokrotnie zdradzani przez Zachód Kurdowie, tak teraz również Ormianie i inne nacje tzw. Południa wyciągną z tej lekcji (trafne) wnioski. Żadne zamożne państwo zrzeszone w NATO czy Unii Europejskiej nie stanie w ich obronie i nie będzie dbać o jednostronne gesty solidarności. Dla Południa lepsza jest antyzachodnia Rosja w "garści", niż Ameryka na "dachu". I dlatego na forum ONZ nie ma już co liczyć na powtórkę z szerokiego potępiania Moskwy, a tym bardziej na jakąkolwiek przyszłą krytykę Chin za Tajwan czy... Australię.

 

Kazimierz Turaliński

 



TPL_BACKTOTOP