Analizując wzorce konsumpcji czołowych handlarzy narkotyków, widzimy, że opierają się one na kupowaniu dużych działek ziemi, gruntów miejskich, otwieraniu dyskotek czy restauracji. W związku z tym wpływ, jaki miało to na strukturę gospodarki, nie był tak znaczący, jak niektórzy mogli się spodziewać. Musimy spojrzeć na skutki dla dobrostanu: w kategoriach strat ludzkich, utraty tkanki społecznej oraz blizn społecznych, a także na konsekwencje gospodarcze, które nie zawsze są na pierwszy rzut oka widoczne – wyjaśnia dr Andrés M. Guiot-Isaac z Universidad de los Andes w Bogocie w rozmowie z Obserwatorem Finansowym.

W 2026 r. mija dziesięć lat od podpisania porozumienia pokojowego między władzami Kolumbii a FARC (Rewolucyjnymi Siłami Zbrojnymi Kolumbii – Armią Ludową), które miało zakończyć 52-letnią wojnę domową. Stwarza to okazję do refleksji i rodzi pytania o obecny stan Kolumbii – państwa 3,5 razy większego od Polski.

„Obserwator Finansowy”: Aby zrozumieć kraj, musimy sięgnąć do jego korzeni. Jakie czynniki gospodarcze przyczyniły się do wybuchu wojny domowej (1964–2016) w Kolumbii i w jakim stopniu kształtowały nierówności w tym kraju?

Andrés M. Guiot-Isaac: To bardzo interesujące pytanie, a zarazem kontrowersyjne wśród historyków ekonomii i polityki. Wysokie nierówności gospodarcze w Kolumbii pomagają naświetlić przyczyny konfliktu, przynajmniej w jego początkowej fazie w latach 50. i 60. XX w. Kolumbia jest jednym z najbardziej nierównych krajów na świecie. Część tych dysproporcji wynika z dziedzictwa kolonialnego, zwłaszcza w zakresie instytucji stworzonych do dystrybucji ziemi i pracy. Doprowadziło to również do wysokiego stopnia segregacji społecznej, podobnie jak w pozostałej części Hispanoameryki. Osoby mające dostęp do lepszych ziem i czerpiące z nich zyski na mocy hiszpańskiego prawa były zazwyczaj powiązane z procesem kolonizacji. Z kolei nieliczna ludność, zarówno rdzenna, jak i czarnoskóra sprowadzana do pracy na plantacjach i w hacjendach, zajmowała niższe pozycje w strukturze społecznej. Pozostawiło to istotną spuściznę w nowej erze republikańskiej. Kolumbię wyróżnia na tle Peru czy Ekwadoru stosunkowo mniejszy odsetek ludności rdzennej. Populacje mieszanej rasy stanowiły tam bowiem większą część społeczeństwa, poziomy nierówności w XIX w., a zwłaszcza w XX w., nie mogą być zatem w pełni tłumaczone różnicami etnicznymi czy rasowymi.

Bardzo ważnym zjawiskiem w kontekście Kolumbii jest wpływ wojen o niepodległość oraz administracji nowej republiki na wzrost koncentracji ziemi, która stała się znacznie wyższa niż w epoce kolonialnej. Może to być zaskakujące, gdyż powszechnie uważa się, że w czasach hiszpańskich panowały większe nierówności w dostępie do ziemi. Tymczasem po uzyskaniu niepodległości, ziemie powróciły do państwa, a w następnych dekadach nastąpił ich podział. Proces ten w nieproporcjonalnym stopniu przyniósł korzyści dużym właścicielom ziemskim, prowadząc do ponownego ustanowienia wielkich hacjend, które w późnym okresie kolonialnym ulegały porzuceniu. Według badań m.in. Catherine C. LeGrand, aż 73 proc. ziemi przyznano osobom posiadającym więcej niż 1000 hektarów.

Musimy także rozróżnić różne okresy konfliktu zbrojnego w Kolumbii. Konflikt agrarny – pomiędzy dużymi właścicielami ziemskimi a bezrolnymi chłopami – był szczególnie silny w latach 30. XX w., natomiast pod koniec lat 40. i na początku lat 50. XX w. dominowała przemoc partyzancka motywowana politycznie. Stała się ona istotna również w latach 60., co widać w dyskursie agrarnych guerrillas (rodzaj grupy zbrojnej – przyp. red.), w tym szczególnie FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia), które wyłoniły się w tej dekadzie. Czynniki społeczne i gospodarcze wpływające na konflikt zmieniły się jednak dopiero później, podobnie jak jego natura. W latach 70. i 80. XX w. gospodarki nielegalne, ze szczególnym uwzględnieniem narkotykowej, stały się znacznie ważniejszym czynnikiem, podczas gdy napięcia wokół kwestii ziemi osłabły, ustępując miejsca innym wzorcom przemocy.

Czy nierówności w Kolumbii są znacznie wyższe w porównaniu z innymi krajami w regionie i jakie są ich specyficzne cechy?

Tak, Kolumbia nawet dziś ma jeden z najwyższych współczynników Giniego w regionie. Nierówności dochodowe są tam na poziomie porównywalnym z Brazylią, a dystrybucja dochodu jest bardziej nierówna niż w Peru, Ekwadorze i wielu innych krajach Ameryki Łacińskiej. Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone. O ile w XIX w. i pierwszej połowie XX w. – gdy Kolumbia była głównie krajem rolniczym – kluczowym czynnikiem był ograniczony dostęp do ziemi, o tyle w drugiej połowie XX w., wraz ze zmianami demograficznymi i gospodarczymi, źródła tych nierówności uległy zmianie.

Kolumbia doświadczyła znacznej industrializacji między latami 30. a 70. XX w. Mało znanym faktem jest to, że kraj ten charakteryzował się jednym z najszybszych temp urbanizacji w regionie. Wspólną cechą industrializacji Kolumbii i innych krajów Ameryki Łacińskiej była wysoka kapitałochłonność. Oznaczało to, że większość migrantów z obszarów wiejskich nie mogła znaleźć stabilnego i bezpiecznego zatrudnienia w ośrodkach miejskich.

Zjawisko to wpłynęło na ukształtowanie – szczególnie w latach 60. i 70. XX w. – licznej populacji miejskiej, której głównym źródłem utrzymania było samozatrudnienie lub praca w sektorze nieformalnym. Stworzyło to nową formę nierówności, wykraczającą poza wzorce znane z XIX i początku XX w. Obecnie podział przebiega między tymi, którzy mają dostęp do stabilnego zatrudnienia (zazwyczaj w dużych miastach z dostępem do wysokiej jakości edukacji), a tymi, którzy są tego pozbawieni i stanowią około 60–65 proc. siły roboczej. Osoby z wyższymi i stabilniejszymi dochodami mogą zapewnić dzieciom lepsze możliwości edukacyjne, co sprawia, że nierówności utrwalają się do pewnego stopnia między pokoleniami.

Pod koniec lat 70. XX w. grupy zbrojne, a później także paramilitarne, zaczęły angażować się w handel narkotykami. Narkobiznes ukształtował międzynarodowy obraz Kolumbii. Czy ma to wpływ na gospodarkę?

Myślę, że biorąc pod uwagę to, co za granicą wie się o Kolumbii, jest to pytanie nieuniknione. Kwestia ta zyskała większe znaczenie w postrzeganiu społecznym niż w rzeczywistych skutkach dla gospodarki. Należy pamiętać, że konflikt zbrojny w Kolumbii na przestrzeni ostatnich ośmiu dekad przybierał różne formy i wynikał z różnorodnych przyczyn. Z kolei handel narkotykami, jak i nielegalne gospodarki, zaczęły nabierać znaczenia dopiero pod koniec lat 70. (i nasiliły się w latach 80. XX w.), i to nie za sprawą grup guerrillas, lecz wraz z pojawieniem się karteli narkotykowych. Głównie ugrupowania guerrillas, FARC oraz ELN (Ejército de Liberación Nacional), stały się kluczowymi graczami w handlu narkotykami w latach 90. i 2000., choć w tamtym czasie narracja o konflikcie zbrojnym skupiała się na wojnie z narkotykami. Musimy jednak mieć na uwadze, że nie zawsze chodziło wyłącznie o nią.

Istnieje nurt badań, który próbuje oszacować wpływ gospodarki narkotykowej, szczególnie w latach 80. Jedna z hipotez głosiła, że była ona w rzeczywistości korzystna dla gospodarki Kolumbii. Niektórzy twierdzili, że napływ „czarnych dolarów” w czasie, gdy Kolumbia – podobnie jak inne kraje Ameryki Łacińskiej – zmagała się z poważnym kryzysem zadłużeniowym, pomógł jej przetrwać tę sytuację. Niektórzy argumentują, że pomaga to wyjaśnić, dlaczego kryzys zadłużeniowy lat 80. nie był w Kolumbii tak dotkliwy, jak w innych państwach. Pogląd ten nie jest jednak powszechnie akceptowany. Wiele rzetelnych badań wskazuje na to, że było inaczej, co argumentuje się na kilka sposobów. Chociaż szacunki dotyczące wielkości gospodarki narkotykowej wahają się od 1 proc. do nawet 10 proc. PKB, wielu uczonych zauważa, że dochody te nie trafiały do kraju – większość tych środków była przechowywana za granicą. Nawet jeśli część dolarów z handlu narkotykami trafiała do kraju w wyniku prania brudnych pieniędzy, nie działo się to za pośrednictwem formalnych kanałów finansowych, które umożliwiłyby władzom wykorzystanie tych środków do zarządzania kryzysem. W rzeczywistości większość tych pieniędzy była konsumowana poprzez kreowanie popytu na dobra luksusowe. Wzorce konsumpcji dużych handlarzy narkotyków wskazują, że inwestowali oni głównie w nieruchomości (ziemię, grunty miejskie) oraz sektory usługowe, takie jak dyskoteki czy restauracje. W związku z tym wpływ tych środków na strukturę gospodarki nie był tak znaczący, jak niektórzy mogli przypuszczać.

Teraz musimy wziąć pod uwagę wpływ, jaki cały handel narkotykami ma w skali mikro. Kształtuje on oczekiwania i decyzje ludzi, zwłaszcza że gospodarki narkotykowe zawsze wiążą się z przemocą. W tym obszarze najciekawsze badania nad skutkami konfliktu (w tym tych związanych z rynkiem narkotykowym) dostarczyły kluczowych wniosków. Mogę podać kilka przykładów takich analiz, prowadzonych przez moich kolegów z Wydziału Ekonomii na Universidad de los Andes. Konieczna jest analiza skutków dla dobrostanu, obejmująca straty ludzkie, rozpad tkanki społecznej i powstające blizny społeczne. Należy uwzględnić ich konsekwencje gospodarcze, które często pozostają ukryte. Takie kwestie najlepiej analizować w skali mikro. Mój kolega zwrócił uwagę na wpływ traumy wojennej na psychikę ofiar i jej behawioralne konsekwencje, takie jak niechęć do podejmowania ryzyka (np. w celu zwiększenia dochodów). Zauważył również, że osoby, z doświadczeniem traumy są znacznie bardziej ostrożne, co utrudnia im znalezienie nowych źródeł dochodu po ponownym włączeniu do społeczeństwa.

Kolejnym skutkiem jest przemieszczenie ludności: według Centro Nacional de Memoria Histórica, w trakcie konfliktu zostało przesiedlonych około 4 mln osób. Oznacza to dla nich utratę dochodów i majątku, a także formalnych i nieformalnych mechanizmów asekuracji, z których korzystali w swoich społecznościach. Wpływa to również na ich zdolność do generowania nowych źródeł utrzymania i wymusza stosowanie kosztownych strategii zaradczych, aby dostosować się do nowej rzeczywistości. Warto również zwrócić uwagę na badania dotyczące wpływu konfliktu na decyzje przedsiębiorstw – firmy borykają się wówczas z niższym poziomem zaufania i ograniczeniem inwestycji. W regionach dotkniętych konfliktem częściej dochodzi do likwidacji firm. Konflikt ten nie paraliżuje całkowicie gospodarki Kolumbii, jednak generuje bezpośrednie koszty ekonomiczne dla osób oraz podmiotów bezpośrednio i pośrednio dotkniętych przemocą.

Jakie zmiany pozwoliły profesjonalnym ekonomistom uzyskać realny wpływ na decyzje gospodarcze państwa? W jaki sposób projektować i prowadzić politykę gospodarczą oraz rozwojową w kontekście 52-letniego konfliktu zbrojnego?

Od siedmiu lat badam, w jaki sposób eksperci ekonomiczni zyskują dostęp do stanowisk wpływu w państwie, a także jaka jest zdolność państwa do działania i interwencji w gospodarkę. Do podjęcia tych badań – co bezpośrednio odnosi się do pytania – skłoniła mnie tzw. kolumbijska zagadka, trafnie ujęta w słynnej frazie kolumbijskiego dziennikarza z lat 70.: „Jak zrozumieć sytuację, w której gospodarka prosperuje dobrze, a kraj ma się źle?” Przykład ten pokazuje to, że patrząc na cały XX w., można dostrzec rozbieżne trajektorie. Z jednej strony kraj ten – na tle regionu – wydawał się dość stabilny pod względem tempa wzrostu i braku potężnych kryzysów (hiper)inflacyjnych, a główne wstrząsy, takie jak kryzys zadłużeniowy lat 80., przechodziły relatywnie łagodnie. Z drugiej strony, obraz ten współistnieje z trwającym ponad 50 lat konfliktem politycznym. Jak pojąć współwystępowanie tak skrajnych zjawisk? Kluczem jest zrozumienie, że te odmienne trajektorie mają różną wagę w różnych okresach.

W latach 20. i 30. XX w. – o czym wspomniałem – miały miejsce konflikty agrarne, zbiegające się z konsolidacją gospodarki kawowej. Kawa stała się wówczas głównym towarem eksportowym kraju przez cały XX w., a nacisk na stabilność makroekonomiczną przyniósł renomę nowo powstałym instytucjom kolumbijskim. To właśnie w latach 20. XX w. utworzono bank centralny. Kolumbia jest również znana z bardzo dobrej reakcji na Wielki Kryzys na początku lat 30. XX w., na którą złożył się szereg niekonwencjonalnych i pragmatycznych działań politycznych. Przykład ten pokazuje dbałość o taką politykę gospodarczą, która zapewnia stabilność makroekonomiczną jako dobro publiczne. Celem tej polityki jest zagwarantowanie stabilności, umożliwiającej podmiotom prywatnym podejmowanie decyzji biznesowych i inwestycyjnych. W ujęciu porównawczym, biorąc pod uwagę doświadczenia Kolumbii od lat 30. XX w., nie dostrzega się istotnej roli ekonomistów w dążeniu do rozszerzenia funkcji państwa w gospodarce. Wręcz przeciwnie, obserwujemy kontynuację tradycji liberalnej, w której rolą państwa jest zapewnienie warunków dla przemysłowców, plantatorów kawy i podmiotów prywatnych do rozwijania własnej działalności produkcyjnej. W latach 50. i 60. XX w. przeżywaliśmy okres gwałtownych wybuchów przemocy (La Violencia), a jednocześnie kraj doświadczał boomu gospodarczego. Uważam, że te zjawiska współwystępowały, ponieważ politycy chronili gospodarkę głównie w dużych miastach i regionach kawowych, podczas gdy konflikt był skoncentrowany gdzie indziej. W latach tych obserwowaliśmy np. próbę reformy rolnej, która ostatecznie zakończyła się niepowodzeniem. Wdrożono również określone działania skierowane bezpośrednio do ofiar konfliktu – które później stały się nieodłącznym elementem każdego procesu pokojowego, wówczas określanych jako „polityki rehabilitacyjne”. Przyjęto także założenie, że pomoc zagraniczna i inwestycje rządowe mogą stymulować rozwój tam, gdzie wcześniej nie zachodził on organicznie. Należy jednak zauważyć, że w latach 60. uwaga decydentów koncentrowała się na radzeniu sobie z krótkoterminowymi nierównowagami makroekonomicznymi. Stabilność makroekonomiczna stała się priorytetem polityków, kosztem inwestycji prowadzących do bardziej inkluzywnych form rozwoju.

Chociaż w różnych momentach XX w. konflikt i stabilność makroekonomiczna współistniały, zjawisko to wpisywało się w priorytety elit ekonomicznych i decydentów, koncentrujących się na utrzymaniu ładu gospodarczego. Stabilność ta nie wymuszała tworzenia inkluzywnego modelu rozwoju, który zajmowałby się przyczynami konfliktu. Trend ten utrzymywał się w latach 80. i 90. XX w. W pewnym sensie stabilność wynikająca ze skutecznego zarządzania sprawiała, że koszty konfliktu nie były odczuwalne na szczeblu krajowym na tyle mocno, by priorytetem było zajęcie się dynamiką społeczno-ekonomiczną oraz przyczynami niepokojów w dotkniętych nimi obszarach.

Kto był odpowiedzialny za te decyzje: Ministerstwo Finansów i rząd, czy raczej bank centralny?

Funkcjonowanie kolumbijskiej technokracji ekonomicznej oraz rosnący wpływ profesjonalnych ekonomistów na decyzje gospodarcze państwa wynikały z dwóch głównych warunków. Z jednej strony, przez cały XX w. społeczeństwo kolumbijskie cechowała wysoka fragmentacja władzy – zarówno regionalnej, jak i sektorowej. To właśnie te uwarunkowania nadały ekonomistom rolę mediatorów między konkurującymi grupami interesu. Tendencja ta była wyraźnie widoczna już w latach 20. i 30. XX w. w działaniach banku centralnego, a później – w funkcjonowaniu ministerstwa finansów oraz departamentu planowania. Te trzy podmioty stanowiły główne instytucje koordynujące politykę gospodarczą kraju. W konsekwencji tych uwarunkowań polityczno-gospodarczych, stabilność makroekonomiczna była traktowana jako dobro publiczne.

Z drugiej strony ważnym czynnikiem była kluczowa rola ekspertów ekonomicznych, zatrudnionych w tych instytucjach, którzy pośredniczyli między stanowiskami rządu a międzynarodowymi pożyczkodawcami. Działo się to od lat 20. XX w., gdy Kolumbia po raz pierwszy od odzyskania niepodległości ponownie uzyskała dostęp do światowych rynków kapitałowych. Dla władz niezwykle istotne było wówczas utrzymanie dobrej reputacji i wzmocnienie wiarygodności kredytowej. Choć tożsamość międzynarodowych pożyczkodawców zmieniała się w ciągu stulecia, cechą wspólną było korzystanie w latach 50. z usług profesjonalnych ekonomistów – początkowo zagranicznych („money doctors”), ekspertów ds. rozwoju, a z czasem lokalnych specjalistów działających jako mediatorzy. Obecność ich w strukturach rządu nadawała wiarygodność zobowiązaniom wobec interesariuszy, dotyczącym sposobu wykorzystania środków oraz zdolności do ich przyszłej spłaty.

Szczególna rola, jaką ekonomiści odegrali w Kolumbii wobec międzynarodowych pożyczkodawców i rynków kapitałowych, zapewniła im silną pozycję w rządzie. Była ona utrwalana w różnych momentach historycznych poprzez autonomię administracyjną przyznaną poszczególnym instytucjom – np. poprzez niezależność banku centralnego od lat 90. XX w. Uprawnienia ekonomistów z departamentu planowania do kształtowania budżetu dały ekspertom narzędzie instytucjonalne chroniące ich przed naciskami politycznymi. Minister finansów zyskał ponadto nieformalną władzę do samodzielnego proponowania środków podatkowych. System ten, oparty na trzech filarach, a także owe role – pośredniczenie między krajowymi grupami interesu, a także między rządem a międzynarodowymi rynkami – sprawiły, że ekonomiści, przynajmniej do ostatniej dekady, cieszyli się autonomią w podejmowaniu decyzji w imieniu reszty społeczeństwa.

Czy zwiększona obecność technokratów w administracji wpłynęła na wzrost zaufania społeczeństwa do władz, ograniczając tym samym potrzebę angażowania się w konflikt zbrojny?

Obecność technokratów w administracji wpłynęła dwojako na poczucie reprezentacji różnych grup kolumbijskiego społeczeństwa w systemie politycznym. Niektórzy badacze – i jest to typowy argument, który podają sami technokraci – twierdzą, że ma to pozytywny wpływ na zaufanie ludzi do instytucji i systemu gospodarczego. Jest w tym pewna racja. Analizując badania ankietowe, zauważymy, że wyższym zaufaniem społecznym cieszą się zazwyczaj instytucje zarządzające gospodarką. Bank centralny i departament planowania stanowią przykład instytucji cieszących się zaufaniem publicznym w zakresie realizowanych zadań. Politolodzy określają je mianem „wysp efektywności” w strukturze państwa. Charakteryzują się one mniejszym marnotrawstwem zasobów oraz bardziej przejrzystymi praktykami w zakresie mianowań i awansów w porównaniu z innymi jednostkami publicznymi. Niektórzy badacze twierdzą, że te instytucje działają sprawnie, a zatrudnieni w nich ekonomiści zazwyczaj kierują się etosem służby publicznej. Pozwala im to kształtować debatę publiczną i wyznaczać priorytety, które służą ogółowi społeczeństwa. Przykładem pełnienia takiej funkcji jest dbałość banku centralnego o kontrolę inflacji. Kolejny argument odwołuje się do doświadczeń kolumbijskich ekonomistów, którzy koncentrowali się na kwestiach ubóstwa, niewystarczającego zatrudnienia, kosztach pracy w szarej strefie, nierównościach dochodowych, a ostatnio także na gospodarczych skutkach konfliktu i dywidendzie pokoju. Eksperci ci zwrócili uwagę na te problemy, co wymusiło na państwie aktywniejsze działania, niż miałoby to miejsce, gdyby instytucje te nie były autonomiczne wobec partykularnych interesów. Argumenty te podkreślają pozytywny wpływ technokratów w administracji.

Jest też druga strona medalu, która wydaje mi się w tym pytaniu najciekawsza – istniejące napięcia. Część politologów, środowisk i ruchów społecznych wskazuje na to, że powierzanie kluczowych stanowisk urzędnikom niewybranym w wyborach, którzy nie ponoszą politycznej odpowiedzialności za swoje decyzje, oznacza deficyt reprezentacji oraz brak publicznej kontroli nad działaniami państwa. Temat ten był szczególnie dyskutowany w latach 90. XX w., po przeprowadzeniu reform rynkowych. Można zaobserwować, że ministrowie finansów podejmują niektóre decyzje, nie ponosząc pełnej odpowiedzialności za nie, szczególnie dlatego, że zawsze mają możliwość odejścia (exit options). Zjawisko tzw. drzwi obrotowych, polegające na przechodzeniu kadr państwowych do biznesu lub instytucji międzynarodowych, ogranicza możliwość rozliczania tych ekspertów za podejmowane decyzje w porównaniu z wybranymi przedstawicielami – to jeden z często podnoszonych argumentów. Drugi, moim zdaniem ciekawszy argument: historycznie rzecz biorąc, wzmocnienie niektórych instytucji – tych „wysp efektywności” czy „wysp zasług” – odbyło się kosztem osłabienia innych, zwłaszcza Kongresu. Przyglądając się tej trajektorii, widać, że mechanizmy, dzięki którym zyskały one autonomię (szczególnie w latach 60. XX w.), szły w parze z osłabieniem Kongresu, który wcześniej był głównym ośrodkiem decyzji gospodarczych.

Trzecia, niezmiennie ważna linia argumentacji dotyczy tego, jak bardzo ludzie czują się reprezentowani przez te osoby. Jest to szczególnie istotne z perspektywy społeczności rdzennych, afrokolumbijskich, ruchów feministycznych oraz pracowniczych, ponieważ technokraci ekonomiczni zazwyczaj nie wywodzą się z tych grup. Większość z nich to dobrze wykształceni mężczyźni, przeważnie biali lub o mieszanym pochodzeniu. Obywatele niekoniecznie widzą w nich osoby dzielące te same doświadczenia życiowe, co rodzi pytanie: w jakim stopniu mogą oni odpowiadać na troski tych różnych grup, skoro sami wywodzą się ze środowisk o zupełnie innym tle zawodowym, osobistym i rodzinnym? Kwestia ta zyskała na znaczeniu szczególnie w ciągu ostatnich 10–15 lat. Badania pokazują, że typ preferencji politycznych i rodzaj pracy ekonomistów są kształtowane również przez środowisko kulturowe, w którym dorastali. Ekonomiści mogą być motorem zmian i reform – faktycznie odegrali taką rolę w Kolumbii w przeszłości – jednak stwarza to pewne napięcia w relacji opartej na demokratycznych wartościach uczestnictwa i adekwatnej reprezentacji.

Czy obserwuje się przejawy współpracy technokratów z innymi grupami?

Technokraci i społeczności mogą współpracować. Przykładem jest Program Rozwoju Zorientowanego Terytorialnie (Program for Development with a Territorial Focus, PDET), będący jedną z inicjatyw powstałych w wyniku porozumień pokojowych. Są to programy rozwojowe, opracowane z uwzględnieniem priorytetów ustalonych przez same społeczności. Dzięki temu rząd może je zidentyfikować, ukierunkować i przydzielić zasoby na ich realizację w kontekście pokonfliktowym. Błędem jest popadanie w dychotomię: z jednej strony technokraci, z drugiej – ruchy oddolne. Istnieje przestrzeń do współpracy i od lat 90. XX w. odnotowano wiele jej przykładów. Nie wszystkie zakończyły się sukcesem, ale możliwości wciąż istnieją.

Czy porozumienie pokojowe z FARC przyniosło zmiany gospodarcze, w szczególności w zakresie zmniejszenia nierówności?

Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna i wymaga jeszcze czasu, by zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Oczywiście, w następstwie porozumień pokojowych między rządem Kolumbii a FARC w 2016 r. doszło do dużej demobilizacji bojowników. Konflikt jednak się nie zakończył – pojawili się nowi aktorzy, a w całym kraju występują teraz ogniska przemocy z udziałem bardziej złożonej grupy podmiotów niż wcześniej, co stwarza nowe wyzwania. Ponadto porozumienia pokojowe nie zostały w pełni wdrożone po ich podpisaniu. Oznacza to, że cokolwiek powiemy o wpływie paktu pokojowego, nasza ocena musi uwzględniać właśnie te kwestie.

Konflikt z FARC, ELN i innymi grupami zbrojnymi był niezwykle kosztowny dla jednostek, zarówno pod względem dobrostanu, jak i podejmowanych decyzji. Bezpośrednim efektem zakończenia wojny jest uwolnienie tych społeczności od niewidocznych kosztów konfliktu. Są one trudne do zmierzenia, ponieważ wpływają na proces decyzyjny ludzi. Porozumienia pokojowe przyniosły jednak stabilizację tym regionom, które wcześniej jej nie zaznały. To jeden ze sposobów, w jaki można postrzegać skutki tych porozumień. Drugim sposobem rozpatrywania skutków porozumienia pokojowego jest to, co wówczas nazywano dywidendą pokoju. Przejście kraju od długotrwałego konfliktu do sytuacji o niskim ryzyku nawrotu przemocy samo w sobie przynosi korzyści w postaci większych inwestycji, wyższego poziomu bezpieczeństwa i wzrostu turystyki. Tezę tę potwierdzają fakty: inwestycje zagraniczne wzrosły, a turystyka stała się głównym źródłem dochodu w regionach wcześniej dotkniętych wojną. Ponadto, niektóre obszary, których gospodarka opierała się na uprawie koki oraz produkcji i dystrybucji narkotyków, przeszły pomyślną transformację. Przy wsparciu państwa i społeczności międzynarodowej zyskały one nowe źródła dochodu. Porozumienie pokojowe przyniosło zatem pozytywne skutki w wielu sektorach.

Jeśli chodzi zaś o zmniejszanie nierówności, trudno mówić o znaczących efektach. Porozumienie pokojowe zostało zawarte w czasie, gdy Kolumbia doświadczała końca boomu surowcowego (tzw. commodity lottery). Następnie zaszły zmiany w trajektorii rozwoju oraz pandemia, co dodatkowo utrudniło sytuację. W kwestii spadku ubóstwa i nierówności, Nora Lustig i eksperci z CEPAL wykazali, że w ciągu ostatnich 20 lat w Ameryce Łacińskiej, w tym w Kolumbii, nastąpił spadek wskaźników ubóstwa. Był on jednak napędzany głównie przez wzrost gospodarczy, warunkowe transfery gotówkowe oraz wzrost wydatków socjalnych. Pomogło to zmniejszyć liczbę osób żyjących poniżej granicy ubóstwa lub w skrajnym ubóstwie. Wzrosty dochodów okazały się jednak nietrwałe – osoby, które wyszły z ubóstwa, pozostają tak samo narażone na negatywne wstrząsy, co może ponownie sprowadzić je poniżej granicy ubóstwa. Zjawisko to szczególnie wyraźnie obserwowaliśmy podczas pandemii COVID-19.

Obserwujemy rozbieżności między przebiegiem konfliktów politycznych a wynikami gospodarczymi. Wskaźniki ubóstwa i nierówności w Kolumbii można wyjaśnić jedynie poprzez pryzmat strukturalnych czynników, które decydują o zdolności gospodarki do tworzenia bezpiecznych miejsc pracy. To wyzwanie, przed którym stoją obecnie Kolumbia i Ameryka Łacińska po zakończeniu boomu surowcowego pierwszych dwóch dekad XXI w. Co przyniesie przyszłość – pozostaje otwartym pytaniem, a trwałe zmniejszenie nierówności i ubóstwa zależy od kierunku, jaki kraj obierze w odpowiedzi na te problemy.

Jakie są potencjalne czynniki determinujące wzrost?

Scenariusz postkonfliktowy oraz zmieniające się otoczenie międzynarodowe stwarzają zarówno wyzwania, jak i możliwości. Nie jest jasne, co będzie napędzać wzrost gospodarczy i transformację w przyszłości, jednak pewne sygnały wskazują na sektory, które w ostatnich latach radziły sobie zaskakująco dobrze. Jednym z nich są usługi FinTech. Kolumbia od lat 70. i 80. XX w. ma dość silny sektor finansowy. Był to tradycyjnie rynek o dużej koncentracji – kilka banków kontrolowało nie tylko kolumbijski sektor finansowy, ale pełniło również istotną funkcję w Ameryce Środkowej oraz w północnej części Ameryki Południowej. W ostatnich latach obserwujemy jednak pojawienie się neobanków, które należą do Kolumbijczyków lub mają w kapitale lokalnych inwestorów i przedsiębiorców. Podobnie jak w Brazylii, bank centralny bardzo szybko podjął działania w celu stworzenia infrastruktury sprzyjającej rozwojowi firm z sektora FinTech. Przykładem jest Nubank, którego współtwórcą jest Kolumbijczyk, jednak na rynku działa wiele innych podmiotów, a sektor tych usług był w ostatnim roku jednym z najszybciej rosnących. Fundamentem jest silny, ugruntowany kolumbijski sektor finansowy oraz proaktywny bank centralny, który zapewnia infrastrukturę do rozwoju. Dodatkowym atutem jest wysoka koncentracja kapitału ludzkiego, cechująca się relatywnie niskimi kosztami pracy, co daje przewagę kolumbijskim przedsiębiorcom i startupom (FinTechy). Innym perspektywicznym obszarem jest rolnictwo oparte na zaawansowanych technologiach. Produktywność w tym sektorze była w Kolumbii dość niska przez ostatnie 20–30 lat, co częściowo wynikało z trwającego konfliktu. Eksperci wskazują jednak na ogromny potencjał, porównywalny do sukcesu Peru w branży owocowej. Nie należy się jednak spodziewać szybkich zmian – wymagają one inwestycji w szkolenia, infrastrukturę oraz adaptację technologiczną.

Czy Kolumbia chce przyjąć podejście Brazylii i Paragwaju, oparte na monokulturach i stosowaniu na przykład GMO?

Takie próby podejmowano w Kolumbii, na przykładzie upraw olejowca gwinejskiego, co przyniosło ogromne szkody środowiskowe. Nie jest to zbyt inkluzyjna forma rozwoju rolnictwa, ponieważ nie wymaga dużej siły roboczej, prowadzi do przesiedleń i zazwyczaj wiąże się z obecnością grup zbrojnych. Intensywna produkcja wcale nie musi oznaczać rolnictwa zmechanizowanego. Ogromny potencjał drzemie w wykorzystywaniu różnorodności genomowej, którą posiada Kolumbia – zarówno w kontekście nasion, jak i dostępności samych produktów rolnych. Najwięcej korzyści można osiągnąć, wykorzystując tę różnorodność do dotarcia do rosnących rynków żywności, szczególnie w Azji. Kolumbia ma już doświadczenie w eksporcie kawy i awokado – produktów premium, które dzięki swej specyfice mogą być sprzedawane na rynkach międzynarodowych po wyższych cenach. Wyzwaniem są jednak wysokie koszty marketingu i pracy oraz trudności w znalezieniu rąk do pracy, z którymi borykają się te regiony. Kluczowym czynnikiem dla realizacji tego potencjału wydaje się wykorzystanie technologii – zarówno do optymalizacji kosztów, jak i zarządzania całym łańcuchem dostaw: od gospodarstwa aż do rynku docelowego.

W Maroku obserwuje się sytuację, w której występuje niedobór siły roboczej w rolnictwie, a obywatele dążą do emigracji lub przeprowadzki do największych miast.

W Kolumbii obserwujemy analogiczny proces. Podobnie jak w innych miejscach, gwałtowny spadek urodzeń prowadzi do starzenia się społeczeństwa, a jednocześnie obserwujemy szybką i masową migrację młodych ludzi ze wsi do miast. Wynika to z pobudek ekonomicznych, ale także z czynników społeczno-kulturowych oraz oczekiwań. Oznacza to, że na obszarach wiejskich występuje niedobór siły roboczej. Rozwiązaniem tego problemu była migracja Wenezuelczyków, która okazała się kluczowa dla sektora kawowego w 2025 r., jednym z najlepszych od dłuższego czasu. Praca przy kawie speciality jest sezonowa – pracownicy potrzebni są głównie podczas ręcznych zbiorów. Migracja Wenezuelczyków stała się naturalnym rozwiązaniem problemu braków kadrowych, jednak nie ma pewności, czy te społeczności migrantów pozostaną na miejscu i zapewnią stabilne zatrudnienie w przyszłości.

Elementem strategii mogłoby być zatrzymanie młodych ludzi poprzez lokalne i regionalne projekty rozwojowe. Dzięki nim opłacałoby się im pozostać i pracować na miejscu. Inną opcją jest wykorzystanie technologii, która stanowiłaby alternatywę lub rozwiązanie problemu wysokich kosztów pracy w tych sektorach.

Jeśli chodzi o perspektywy gospodarcze, należy zwrócić uwagę na usługi środowiskowe wynikające z dostępu do zasobów naturalnych, wody oraz z faktu bycia częścią największego i najważniejszego lasu deszczowego na świecie. Wśród wyzwań znajduje się szybkie wylesianie spowodowane działalnością eksploatacyjną. To problem, z którym przyszłe rządy będą musiały się zmierzyć, ale istnieją też szanse, szczególnie w zakresie handlu emisjami CO2 oraz potencjału rozwoju przemysłu czystej energii.

Jakie czynniki wpływają na wylesienie?

Jednym z głównych czynników jest nielegalne wydobycie złota aluwialnego (w korytach rzek – przyp. red.), powodujące ogromne szkody środowiskowe. Takie praktyki są widoczne m.in. w regionie Pacyfiku, będącym wilgotnym lasem deszczowym, gdzie silną obecność zaznaczają grupy zbrojne, traktujące to jako źródło dochodu. Zjawisko to występuje również w Amazonii. W mniejszym stopniu pozyskuje się tam inne surowce, np. kobalt. Ponadto – podobnie jak w Brazylii, lecz w mniejszym stopniu – dochodzi do wylesiania pod hodowlę bydła. Ostatnim, nie mniej istotnym czynnikiem, są uprawy koki i produkcja kokainy.

Wylesienie wciąż wiąże się z uprawą krzewu koki?

Tak, głównie na południowym zachodzie kraju – w rejonie granicy z Ekwadorem, Buenaventury i jej portami. To obszary kontrolowane przez nielegalne grupy. W wiadomościach podano ostatnio, że skala produkcji koki wzrasta, szczególnie w ostatnich latach. Przyczyny tego zjawiska są przedmiotem debat. Częściowo wiąże się ono z dynamiką konfliktu wewnętrznego, a niektórzy twierdzą, że polityka obecnego rządu była bardziej pobłażliwa wobec niektórych grup przestępczych. Kolejny argument odnosi się do zmian w całym łańcuchu dostaw, które zwiększyły popyt na liście koki, a w konsekwencji – ceny płacone lokalnym producentom. Uprawa krzewów koki stanowi również szansę gospodarczą dla lokalnych producentów, a i w wielu gminach w Kolumbii wciąż jest głównym źródłem dochodu dla rolników.

Przyczyny konfliktów zbrojnych oraz ruchów migracyjnych często mają wspólny mianownik: dążenie do lepszych warunków egzystencji. Jak obecnie kształtuje się sytuacja?

Musimy rozróżnić migrację wewnętrzną od zewnętrznej. Kolumbia tradycyjnie była krajem wysyłającym migrantów, szczególnie do USA i Europy (Hiszpanii). Migranci odgrywali bardzo ważną rolę w kwestii przekazów pieniężnych – nie tak znaczącą, jak w Ameryce Środkowej, ale nadal pełniącą istotną funkcję gospodarczą. Przyczyny migracji zewnętrznej były zazwyczaj ekonomiczne. W szczycie migracji pod koniec lat 90. głównym czynnikiem był największy w XX w. kryzys gospodarczy w Kolumbii. Istniały również pewne formy migracji politycznej związanej z konfliktem, jednak pod względem liczbowym były one mniej istotne niż te o podłożu ekonomicznym. Obecnie trend się odwrócił, szczególnie ze względu na efekt Wenezueli. Kolumbia stała się krajem przyjmującym migrantów, głównie zza wschodniej granicy. Zaskakujące jest stanowisko władz Kolumbii, zarówno za rządów Ivána Duque Márqueza, jak i Gustavo Petro, było dość otwarte i przyjazne wobec przybyszów, choć dyskurs publiczny nie zawsze szedł w tym samym kierunku. Innym fenomenem, który nasilił się w ostatnich latach, jest rola Kolumbii jako kraju tranzytowego. Dotyczy to zarówno Wenezuelczyków, jak i osób z innych państw, próbujących dotrzeć do Ameryki Środkowej przez Przesmyk Darién na granicy z Panamą. Jest to stosunkowo nowe zjawisko, gdyż wcześniej ta trasa nie była wykorzystywana na taką skalę ze względu na warunki środowiskowe – wilgotny las deszczowy o wysokim ryzyku chorób – oraz dużą aktywność grup zbrojnych. Właśnie z tego powodu w ostatnich latach nasilił się handel ludźmi, co stanowi nowe wyzwanie. Analizując migrację wewnętrzną, należy podkreślić zjawisko przemieszczenia związane z konfliktem oraz migracje ze wsi do miast.

Istotnym wyzwaniem są ponadto szybkie zmiany demograficzne. Gwałtowny spadek wskaźnika urodzeń, szczególnie w miastach, będzie miał poważne konsekwencje dla kształtu instytucji i polityki państwa. Wskaźnik ten w Bogocie jest już tak niski, jak w Japonii. Oznacza to, że transformacja demograficzna, której obecnie doświadczają zarówno Japonia, jak i kraje europejskie oraz Stany Zjednoczone, w Kolumbii przebiegnie znacznie szybciej, wywierając dużą presję na systemy opieki zdrowotnej i emerytalny. W tym sensie przypadek Kolumbii jest znamienny – może się ona stać ekstremalnym przykładem, pokazującym, jak konieczne jest przemyślenie na nowo konstrukcji państwa opiekuńczego, by odpowiadało na nowe trendy demograficzne.

Nie sposób nie wspomnieć tu również o zmianie polityki Stanów Zjednoczonych wobec Ameryki Łacińskiej, w ramach której Bogota otwarcie sprzeciwiła się Waszyngtonowi. Czy ma to jakiekolwiek odbicie w kwestiach gospodarczych?

Historycznie rzecz ujmując, dość niecodzienne jest to, że prezydent Kolumbii publicznie sprzeciwia się poglądom prezydenta USA i bezpośrednio się z nimi konfrontuje. Kolumbia jest jednym z największych sojuszników wojskowych Stanów Zjednoczonych w Ameryce Łacińskiej, utrzymując bardzo silne relacje z tym krajem od lat 20. XX w. Obecna sytuacja to precedens, ponieważ Kolumbia po raz pierwszy w historii ma prezydenta o lewicowych poglądach. W sposobie, w jaki w Waszyngtonie postrzega się Amerykę Łacińską, oznacza to, że Petro, obecny prezydent, znajduje się w obozie przeciwnym. Pojawiły się ostrzeżenia ze strony Donalda Trumpa dotyczące podniesienia ceł, zgodne z jego strategią stosowaną w innych miejscach; jeśli jednak chodzi o skutki gospodarcze, w rzeczywistości nic się nie zmieniło. Niedawne spotkanie między Petro a Trumpem najwyraźniej przebiegło całkiem dobrze, co pokazuje, że tradycja współpracy między Kolumbią a USA jest silna i wykracza poza stanowiska obecnych przywódców w zakresie polityki zagranicznej.

Rozmawiała Katarzyna Zarzecka

Rozmówcy wyrażają własne opinie, a nie oficjalne stanowisko instytucji, w której są zatrudnieni, oraz ponoszą odpowiedzialność za rzetelność faktograficzną tekstu.

 

Andrés M. Guiot-Isaac w swojej pracy bada powiązania historii intelektualnej, instytucjonalnej i historii gospodarczej w XX w., ze szczególnym uwzględnieniem Ameryki Łacińskiej. Interesuje się także profesjonalizacją ekonomii na Globalnym Południu, związkami między rozwojem a demokracją oraz historią myśli rozwojowej. Przełożył na język hiszpański biografię Jeremy’ego Adelmana o Hirschmanie, „Worldly Philosopher: The Odyssey of Albert O. Hirschman” (Princeton University Press, 2013).

Studia doktoranckie ukończył na University of Oxford, gdzie w 2024 r. jego rozprawa doktorska „The Emergence of an Economic Technocracy in Colombia, 1948–1974” uzyskała nagrodę Joseph Dorfman Prize for the Best Dissertation in the History of Economics, przyznawaną przez History of Economics Society. Był stypendystą podoktorskim w Katedrze Historii Gospodarczej na London School of Economics, gdzie prowadził również zajęcia. Obecnie wykłada na Universidad de los Andes w Bogocie w Kolumbii. Autor licznych publikacji naukowych.



TPL_BACKTOTOP