Jest ryzyko, że ludzie na Ziemi doprowadzą do swojej zagłady i wyginą. Może więc warto np. na Księżycu utworzyć kopię zapasową tego, co uważamy za ważne - proponuje w rozmowie z PAP prof. Avi Loeb astrofizyk z Uniwersytetu Harvarda.

PAP: Czy mógłby pan opowiedzieć o swoim pomyśle utworzenia na Księżycu kopii zapasowej, backupu wiedzy, jaką dysponuje ludzkość?

Prof. Avi Loeb, astrofizyk z Uniwersytetu Harvarda: Istnieje niebezpieczeństwo, że my, ludzie, w którymś momencie sami sobie wyrządzimy taką krzywdę, że doprowadzi to do naszej zagłady. Stąd np. pomysł, aby robić kopie tego, co cenimy na Ziemi i umieścić je w innych niż Ziemia lokalizacjach. Za tym właśnie opowiada się Elon Musk, który chciałby, aby ludzie osiedlili się na Marsie. Zanim jednak ludzie czy zwierzęta osiedlą się gdzieś poza Ziemią, sensowne byłoby wysłać tam następną generację systemów sztucznej inteligencji, z drukarkami 3D, aby mogły one odtworzyć to, co mamy na Ziemi przy wykorzystaniu tamtejszych surowców.

A jeszcze wcześniej z kolei moglibyśmy zachować gdzieś poza Ziemią zapis tego, co mamy tutaj najcenniejszego. Jest więc pomysł, by umieścić na Księżycu system komunikacyjny z kopią zapasową tego, co jest ważne dla ludzkości. Gdyby na Ziemi wydarzyła się nagle jakaś katastrofa, będzie tam istniał dowód na to, że istnieliśmy i co udało się nam osiągnąć.

PAP: Chodzi np. o sytuację, kiedy komputery i serwery na Ziemi zostaną zniszczone i zniknie wiedza, jaką gromadzili ludzie z całego świata. Jak pan sobie więc wyobraża taką księżycową bazę danych?

A.L.: Jeśli ktoś ocaleje na Ziemi lub jeśli ludzkość wróci tu po pewnym czasie, będzie można wrócić do tej bazy danych i odtworzyć to, co istniało.

PAP: Czyli byłby to taki backupowy przepis na odtworzenie cywilizacji, dostępny i aktualizowany również zdalnie. Dlaczego jednak uważa pan, że miałaby się wydarzyć jakaś nagła katastrofa?

A.L.: Około 200 milionów lat temu na Ziemi nagle nastąpiło globalne ocieplenie i 75 procent gatunków wszystkich form życia wyginęło. Stało się to po setkach milionów lat, kiedy życie na Ziemi rozkwitało. Jest taka ciekawa myśl, że być może przed nami na Ziemi istniała jakaś inna cywilizacja technologiczna i to ona stworzyła krótkotrwałe globalne ocieplenie... Gdyby przedstawiciele tej cywilizacji zostawili wtedy coś na Księżycu, to my byśmy to teraz mogli znaleźć. I poznalibyśmy ich historię.

My swoją drogą tak naprawdę nie zbadaliśmy dokładnie Księżyca. A Księżyc jest jak muzeum. Wszystko, co się z nim zderzyło, jest tam zachowane. Nie ma atmosfery, w której spalałyby się obiekty.

PAP: Czy backup jedynie na Księżycu nam wystarczy?

A.L.: Można sobie też wyobrazić umieszczenie jakiejś kopii zapasowej na statku kosmicznym, który leci w przestrzeń międzygwiazdową. Jeśli kiedyś jakieś istoty pozaziemskie tę informację znajdą, przynajmniej będą wiedzieć, że istnieliśmy. Ale to by było trochę tak, jakby zamieścić ogłoszenie w gazecie o kimś zmarłym…

PAP: A więc sztuczna inteligencja, jako ambasador ludzkości w kosmosie… To się staje coraz bardziej realne. Sztuczne modele językowe nieźle sobie już radzą nawet, kiedy nie mają połączenia z internetem.

A.L.: Tak, tak właśnie wyobrażam sobie przyszłość kosmosu: astronautami nie będą ludzie. Podróż do najbliższej gwiazdy przy użyciu naszych obecnych rakiet zajęłaby kilkadziesiąt tysięcy lat. Dlatego o wiele bardziej sensowne jest wysłanie na misję kosmiczną urządzenia, które ma własny mózg i podejmuje decyzje samodzielnie. Przesyłanie informacji z powrotem na Ziemię wymagałoby ogromnych pieniędzy i wysiłku. Do tej pory wszystko, co wysyłaliśmy na Marsa sterowane było przez inżynierów z Ziemi. Nazywam to helikopterowym rodzicielstwem (śmiech).

PAP: To trafne określenie szczególnie w przypadku Perseverance, który dysponował helikopterem.

A.L.: A potrzeba nam urządzeń, które będą w stanie samodzielnie analizować dane i podejmować decyzje w czasie rzeczywistym, bez czekania na wskazówki z Ziemi. No bo jeśli masz dzieci, to one w końcu opuszczają dom i ruszają w świat. Nie oczekujesz, że wrócą i będą ci się meldować. Mogą czasem poprosić o wskazówki, ale podejmują własne decyzje. A od czasu do czasu wysyłają pocztówkę lub dzwonią, aby powiedzieć ci w skrócie, co tam u nich słychać. I tak właśnie moim zdaniem wyglądać będzie przyszłość podróży do tych odległych miejsc.

Właśnie dlatego podziwiam Mikołaja Kopernika. On zasadniczo zakwestionował istniejący porządek i pokazał, że Ziemia nie jest w centrum Wszechświata. A ja myślę, że następną rewolucją będzie uświadomienie sobie, że nie jesteśmy intelektualnym centrum Wszechświata. Traktowanie siebie jako jedynej inteligentnej formy życia we Wszechświecie jest aroganckie i bezpodstawne. Dlatego staram się gromadzić dowody na to, że być może mamy jakichś sąsiadów.

PAP: Zgadzam się z panem. Przekonanie, że my, ludzie, jesteśmy pępkiem Wszechświata i celem jego istnienia, może być groźne dla nas samych doprowadzić nas do zniszczenia.

A.L.: Mam dwie córki. Kiedy były małe, myślały, że cały świat kręci się wokół nich. Były w szoku, kiedy po raz pierwszy zaprowadziłem je do przedszkola. A my jako ludzkość nadal jesteśmy w tej fazie myślenia, że wszystko kręci się wokół nas. Myślę, że jeśli kiedykolwiek nas ktoś odwiedzi, to nie dlatego, że istniejemy, ale po prostu tu wpadnie, bo akurat będzie tędy przejeżdżać. Zwrócenie uwagi na takich gości pozwoliłoby nam się szybciej rozwijać, zdobyć wiedzę. My mamy za sobą zaledwie stulecie - no może trochę więcej - zaawansowanej fizyki, a oni mogli mieć tysiące lat, a może nawet miliardy lat rozwoju nauki. To byłaby więc okazja do rozwoju i powiększenia naszej wiedzy.

PAP: Czy pana zdaniem powinniśmy więc przyciągnąć jakoś uwagę tych podróżujących w okolicy kosmitów i dać im znać, że chcemy się spotkać?

A.L.: Cóż, to nie wystarczy. Bo jeśli zobaczę kogoś bardzo prymitywnego, machającego do mnie rękami, to wcale nie znaczy, że będę chciał go odwiedzić. Co innego, jeśli ten ktoś wydaje się interesujący i inteligentny. Dlatego myślę, że najlepszym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi jest zachowywanie się w mądry sposób.

PAP: Jak my, jako ludzkość możemy się zachowywać w sposób inteligentny?

A.L.: Najbardziej inteligentnym sposobem jest kierowanie się nauką i gromadzenie wiedzy bazującej na dowodach. Można by pomyśleć, że w dzisiejszych czasach nauka będzie na pierwszym miejscu. Niestety. Czasami silniejsze są same opinie ludzi. Moim pomysłem na poszukiwanie sąsiadów jest więc poszukiwanie obiektów, które mogłyby dotrzeć do nas z zewnątrz Układu Słonecznego. Dlatego w moich badaniach chcę sprawdzać, czy wśród skał, które tam znajdziemy, mogą znajdować się jakieś kosmiczne śmieci takie jak pozostałości po innych cywilizacjach lub działające urządzenia.

PAP: Nie boi się pan tego, co może pan znaleźć?

A.L.: Odkrycie, że się ma sąsiadów mogłoby zainspirować nas do bycia lepszymi, a nie do walki. W tej chwili ludzie skupiają się na tym, by walczyć między sobą. Na całym świecie dwa biliony dolarów rocznie są inwestowane w budżety wojskowe. A przecież z odległości Księżyca granice są niewidoczne. Jeśli patrzy się na nas z kosmicznej perspektywy, wygląda to absurdalnie, że walczymy o terytorium na tej maleńkiej skałce, która pozostała po powstaniu Słońca. Nie jestem naiwny. Nie sądzę, że wszyscy ludzie nagle zdadzą sobie sprawę, że trzeba żyć w pokoju, jak śpiewał John Lennon. Jednak potrzebujemy czegoś, co pomoże nam zmienić nasze priorytety.

PAP: Zaczął pan już o tym mówić, ale niech pan dokończy: jakie powinny być nasze priorytety jako ludzkości.

A.L.: Priorytetem powinna być współpraca na całym świecie. Zamiast wydawać biliony dolarów na budżety wojskowe, moglibyśmy zainwestować w eksplorację kosmosu i naukę. I w ciągu stulecia wysłać sondę w kierunku każdej gwiazdy w Drodze Mlecznej.

Nauka jednoczy, jest międzynarodowa. Wszystkie atomy podlegają tym samym równaniom mechaniki kwantowej, niezależnie od tego, który kraj te atomy posiada. Natura jest ponad nami wszystkimi. W przeciwieństwie do przepisów prawnych, dlatego potrzebna jest nam policja czy sądy. A każdy atom przestrzega tych samych praw.

Dlatego to właśnie nauka nas jednoczy, bo pozwala nam na rozumienie rzeczywistości. A polityka nas dzieli, bo tworzy rozróżnienia między grupami. Polityka polega na udawaniu, że jesteś ważniejszy od innych. A nauka polega na tym, byśmy wspólnie zrozumieli rzeczywistość. Bez względu na kolor skóry, pochodzenie etniczne. Jesteśmy zbudowani z tych samych atomów. Skoro żyjemy na Ziemi tak krótko, to dlaczego tak wiele energii poświęcamy na wzajemne zabijanie się? Jeszcze bardziej skracamy sobie ten dany nam czas. To takie nierozważne!

PAP: Zgadzam się z panem całym sercem. Ale jak pana zdaniem moglibyśmy się dogadać z obcymi cywilizacjami, skoro nie umiemy dogadać się między sobą?

A.L.: Być może byłby to język nauki… To brzmi prosto, ale nauka może też łączyć nas i istoty pozaziemskie, ponieważ to ta sama rzeczywistość, którą wszyscy dzielimy. To taka wspólna więź!

PAP: To tak schodząc na Ziemię: jaki jest Pana ulubiony film science fiction, jeśli chodzi o wizję obcych cywilizacji?

A.L.: Zwykle nie znoszę filmów science fiction, bo tak często są tam łamane prawa fizyki! Nawiązując jednak do pytania o komunikację z obcymi - moim ulubionym filmem s-f był film "Arrival". Swoją drogą twórca tego filmu zwrócił się do mnie z prośbą, czy może zrobić film dokumentalny o mojej pracy. A w ciągu ostatniego roku zgłosiło się do mnie około 50 filmowców i producentów. I teraz powstaje dokument Netflixa o mojej pracy. Mam nadzieję, że będzie on miał premierę w 2025 roku.

PAP: No to czekamy! Wróćmy jeszcze jednak na koniec do idei wysyłania pamiątek po ludziach w przestrzeń kosmiczną. Co pan sądzi o sposobie, w jaki ludzkość zareklamowała się na płytce Golden Record Voyagera? Albo kiedy wysłała “list” do obcych w postaci rysunków nagich ludzi na płytce Pioneera?

A.L.: To bardzo zarozumiałe z naszej strony, żeby mówić: patrzcie, kim jesteśmy! I jeszcze być z tego dumnym. Technologia, którą wysłaliśmy na Voyagerze, jest już bardzo prymitywna. Myślę więc, że jeśli chcemy komunikować się z cywilizacjami pozaziemskimi, to lepiej by było być skromnym i po prostu zapytać przybyszów, co mają do powiedzenia. To znacznie bardziej inteligentne podejście, bo wtedy moglibyśmy się czegoś od nich nauczyć.

PAP: A czego chciałby się pan od obcych nauczyć?

A.L.: Zadałbym im dwa pytania. Po pierwsze: co było przed Wielkim Wybuchem? Pomogłoby nam to zrozumieć, jak połączyć mechanikę kwantową z grawitacją. A drugie pytanie brzmiałoby: gdzie znajduje się najbliższe miejsce spotkań dla obcych cywilizacji, żebyśmy mogli sobie z nimi porozmawiać.(PAP)

 

Rozmawiała Ludwika Tomala, Nauka w Polsce

Prof. Avi Loeb był gościem wydarzenia Nowe Obroty w lutym w Toruniu. Były to wydarzenia dotyczące przyszłych rewolucji w nauce, sztuce i społeczeństwie wieńczące obchody Roku Mikołaja Kopernika w Toruniu. Kuratorem Nowych Obrotów był dr Jan Świerkowski z Instytutu B61.

Źródło informacji: https://naukawpolsce.pl

 



TPL_BACKTOTOP