Obumierające miasteczka czy nawet zupełnie opustoszałe miejscowości to coraz częstszy obraz Hiszpanii. Choć podobną sytuację można zaobserwować w różnych krajach – szczególnie na południu Europy – to jednak największy kraj Półwyspu Iberyjskiego jest wyróżniającym się przykładem.

„Wsi spokojna, wsi wesoła…” pisał kiedyś Jan Kochanowski chwaląc życie wiejskiego żywota, gdzie podstawą szczęścia jest prostota i radość ze zwykłych rzeczy. Słowa polskiego poety jak najbardziej przypominają się po seansie filmu „Alcarràs”. Hiszpańsko-włoska produkcja opowiada historię, której akcja toczy się w tytułowej, katalońskiej miejscowości, gdzie wielopokoleniowa familia Solé od lat uprawia owoce i warzywa. Sielankowe życie bohaterów jednak się zmienia, gdy właściciel tej dużej posiadłości umiera, a jego spadkobierca postanawia sprzedać ziemię. W ostatniej scenie filmu wszyscy członkowie familii stoją i wpatrują się w koparkę, która niszczy drzewa w sadzie. To koniec idylli.

Coraz częściej kończy się więc dobre życie mieszkańców mniejszych miejscowości w Hiszpanii. Młodzi wyjeżdżają, rodzi się mniej dzieci, lokalne społeczeństwa się kurczą, a dostęp do różnorakich usług się zmniejsza, co w oczywisty sposób pogarsza standard życia w tych małych ośrodkach. Choć nie jest to trend wyjątkowy tylko dla Hiszpanii, to w tym kraju jest on wyraziście zauważalny i ma nawet swoją nazwę „Espańa vaciada” bądź „Espańa vacia”.

Na 30 proc. powierzchni Hiszpani mieszka 90 proc. jej obywateli, czyli ponad 42 mln osób. Gęstość populacji na pozostałych 70 proc. kraju to ok. 18 osób/km2, co jest nieporównywalnie małą liczbą w stosunku do innych krajów w Europie Zachodniej (podobny wskaźnik jest np. w Norwegii). Jest to oczywiście średnia, ale są rejony dużo mniej zaludnione jak Serrania Celtiberica –nazwana czasem hiszpańską Laponią. Region jest wielkości mniej więcej Irlandii, ale w porównaniu do niej mieszka tam ok. 10 razy mniej ludzi (500 tys. vs 5 mln).

W poszukiwaniu przyczyn

Główną przyczyną dużego rozproszenia akurat w tym regionie są warunki geograficzne, a dokładnie zespół pasm i masywów górskich tworzących Góry Iberyjskie. Wraz z Górami Kastylijskimi, Pirenejami, Górami Kantabryjskimi i Betyckimi stanowią o górskim charakterze tego państwa. Kraj ma drugą największą średnią wysokość nad poziomem morza w UE, ustępując tylko alpejskiej Austrii.

Górzystość znamiennej części terenu Półwyspu Iberyjskiego jest jednym z powodów niskiego wskaźnika zaludnienia. Drugą ważną rzeczą są przesłanki historyczne. Po Hiszpańskiej Wojnie Domowej pod koniec lat 30 XX w. do władzy dochodzi Francisco Franco. Przez swoją neutralność podczas II wojny światowej jego dyktatura przetrwała do aż 1975 r. Z tego powodu Hiszpania była przez długi czas na marginesie politycznym Europy. Stagnacja i zatargi z reżimem skłoniły dużą liczbę Hiszpanów do emigracji po wojnie.

Jeszcze większą rolę w opuszczaniu mniejszych skupisk ludności miał Narodowy Plan Rozwoju Gospodarczego (hiszp. Plan Nacional de Estabilización Económica). W celu ratowania beznadziejnej sytuacji państwa, Franco wprowadził szereg reform i zdecydował się na rewolucyjną zmianą gospodarki ukierunkowaną na wolny rynek. Szybko pojawiły się inwestycje zagraniczne, które były bodźcem do gwałtownego wzrostu miast, takich jak Madryt, Barcelona czy Bilbao. Za możliwościami i pracą napływali mieszkańcy innych obszarów kraju, a po śmierci Franco również duża część osób, które wcześniej wyjechały. Wspomnieć należy również o imigrantach przyjeżdżających do Hiszpanii w ciągu ostatnich 30 lat, którzy także wybierają duże ośrodki miejskie.

Patrząc ogólnie na cały kraj to można zaobserwować znaczny wzrost liczby ludności na przestrzeni ostatniego wieku – mniej więcej podwojenie liczby do 40 mln w 2000 r. Nie jest to jednak prawidłowość dla wszystkich części kraju, bo 11 z 50 prowincji się skurczyła. Pięć regionów wiejskich (Aragonia, Castilla y Leon, Castilla–La Mancha, Estremadura i Rioja), które stanowią 53 proc. obszaru Hiszpanii, mają obecnie tylko 15 proc. całej ludności.

Choć sytuacja wyludniania się wsi i miasteczek oraz przepływu ludzi do dużych ośrodków miejskich nie jest bynajmniej fenomenem tylko Hiszpanii, to właśnie w tym kraju, jak nigdzie, jest on tak wyrazisty. Jak podaje BBC, przetrwanie ponad 4000 hiszpańskich osad i społeczności wiejskich wisi na włosku – 1300 gmin ma mniej niż 100 mieszkańców. Jak wygląda życie w takich miejscach?

Życie na hiszpańskiej wsi

Sytuację świetnie obrazuje gmina Sayatón, w której lekarz i pielęgniarka przychodzą do pracy tylko we wtorki rano i to na godzinę. Rzeźnik przychodzi raz w miesiącu, pan od owoców i warzyw – raz w tygodniu, podobnie jak pan od mrożonek. Kiedyś była też osoba sprzedająca domowe środki czystości, ale już jej nie ma.

Oprócz tego inne usługi w takich miejscowościach są niedostępne, jak na przykład bank czy poczta. Ludzie starsi, którzy mają potrzebę fizycznego odwiedzenia placówek, muszą umawiać się na wspólne dojazdy z kimś kto ma samochód. Dlaczego nie mogą skorzystać z komunikacji publicznej? Odpowiedź jest prosta – bo jej nie ma.

Można się też spotkać się z przypadkami, gdzie dzieci do szkół muszą dojeżdżać taksówkami. Zostając przy edukacji, coraz więcej włodarzy lokalnych samorządów musi się decydować na zamykanie placówek oświatowych z powodu małej liczby dzieci. Choć robią to niechętnie, bo wiedzą, że to jeszcze bardziej skłania rodziców do opuszczenia wioski i odstrasza od ewentualnej przeprowadzki do danej miejscowości.

A co z komunikacją? Choć Hiszpania ma jedną z najszybszych kolei na świecie, to mniejsze regiony przez lata były niedofinansowane, co spowodowało, że w wielu miejscach próżno szukać nie tylko pociągu, ale też autobusu.

Nieco starsi, ale wciąż młodzi ludzie, kończący edukację potrzebują pracy, a tej ubywa na prowincji. I tak dochodzimy do błędnego koła. Bez pracy młodzi ludzie wyjeżdżają do wielkich miast bądź za granicę. Do budżetów mniejszych miast i wiosek trafia mniej pieniędzy, przez co wydatki na infrastrukturę i usługi maleją. Ośrodki takie stają się mało atrakcyjne do życia, przez co jeszcze więcej osób wyjeżdża.

Problem na radarze

Omawiany temat od wielu lat dostrzegany jest przez ekspertów, ale również – zwłaszcza w ostatnich latach – przez media i polityków. W 2020 r. powołano pierwszą w historii tego kraju ministrę ds. demografii (dokładny tytuł to minister ds. przemian ekologicznych i wyzwań demograficznych). Teresa Ribera, bo o niej mowa, która jest także wicepremierem Hiszpanii, dostrzegła, że istnieje trend do różnego traktowania obywateli, tworząc niejako dwie klasy. Jak powiedziała po nominacji na nowe stanowisko: „jeśli pozwolimy, by to „zjawisko” się rozwijało, zaatakujemy jeden z głównych i najbardziej podstawowych elementów naszej demokracji”.

Ten dualizm dostrzegają także inni, np. Sergio del Molino, hiszpański pisarz i dziennikarz, który w swojej książce „la Espańa vacía” z 2016 r., pisze, że „są dwie Hiszpanie: miejska i europejska oraz śródlądowa i wyludniona. Komunikacja między nimi była i jest trudna. Często wydają się dla siebie jak obce kraje”. I właśnie od tejże pracy problem depopulacji zaczął być szerzej komentowany. Wielu hiszpańskich pisarzy zmieniło kierunek zainteresowania i skupiło się na problemach wsi oraz jej wyludnieniu. Jak chociażby Santiago Lorenzo w książce „Los asquerosos” z 2018 r. lub María Sánchez w eseju „Tierra de mujeres” z 2019 r. czy też Gabi Martínez w utworze „Un cambio de verdad”, z 2020 r.).

Ale przecież to nie poeci i pisarze mogą zmienić obecną sytuację. W walce z wyludnieniem niektóre miejsca bądź rejony zaczęły działać na własną rękę uciekając się do takich działań jak wyprzedawanie wiosek. Już nawet za 100 tys. dol. można było nabyć własną miejscowość. Temat nagłośniła w swoim poście amerykańskiej aktorki Gwyneth Paltrow, która oznaczyła jedną ze wsi na swojej liście prezentów. Do opinii publicznej przebił się także program „Casa a Un Euro”, czyli dom za euro. Choć to jedno euro jest tylko chwytem marketingowym, bo często włodarze wymagają odremontowania posiadłości w ciągu maksymalne 3 lat. Nierzadko opuszczone od dawna domy są w ruinie i ich remont wymaga min. 200 tys. euro.

Z kolei w maleńkiej wsi Pescueza postanowiono postawić na osoby starsze. Pod hasłem „zostań z nami” m.in. otwarto centrum z pomocą, załatwiono bezpłatne pojazdy dla emerytów i rokrocznie organizuje się festiwale muzyczne. Dzięki temu niejako zamieniono wieś w dom opieki na świeżym powietrzu, a we wsi zaobserwowano nie tylko wzrost liczby seniorów, ale także młodych osób.

Inne wioski próbują inwestować w ekoturystykę, co zresztą zgodne jest ze strategią rządowych planów. Oprócz tego jako sposób przetrwania, wiele miejscowości próbuje wybić się na konkurencyjnym rynku turystycznym. Niektóre z nich same zostały muzeami, biorąc udział w programie „Museos Vivos”. Wsie jako „żyjące muzea” to idea, której celem jest umożliwienie otwarcia w środowisku wiejskim muzeów i ułatwienie potencjalnym zwiedzającym odnalezienie takich miejsc.

Jeszcze innym pomysłem jest organizacja tzw. karawan miłości, czyli wycieczek autokarowych dla samotnych kobiet – coś w rodzaju tamtejszej wersji programu „Rolnik szuka żony”. I choć pomysł wydaje się śmieszny, to zwraca uwagę na pewien ważny aspekt omawianego problemu – nazwanego w literaturze naukowej maskulinizacji wsi. Kobiety częściej niż mężczyźni decydują się na opuszczenie wiosek, głównie z powodu pracy oferowanej w małych miejscowościach, która przez lata była i jest nadal pracą męską. Pozostający mężczyźni nie mają z kim zakładać rodzin, a w konsekwencji problem się zwiększa.

Jednym z powodów depopulacji jest zatem ucieczka młodych w poszukiwaniu pracy. A sposobem na ich zatrzymanie jest więc zwiększenie podaży pracy. Wielu miało nadzieję, że rosnący w siłę przemysł produkcji wieprzowiny w tym kraju – Hiszpania jest już trzecim, co do wielkości producentem wieprzowiny na świecie – odmieni sytuację. Tak się jednak nie stało, a mało tego wiele osób protestuje przeciwko ekspansji tej branży. Przedstawiciele turystyki zwracają uwagę na czynniki przeszkadzajcie rozwojowi ich branży, a mianowicie charakterystyczny zapach, ruch transportowy oraz zanieczyszczenie wód.

Jeszcze innym sposobem, którego chwytają się niektóre wioski jest zachęcanie emigrantów do osiedlania się na ich terenie. Na przykład w Katalonii istnieje program, w którym bierze udział 30 miejscowości. Jedną z nich jest Vilada, do której przyjechała nawet honduraska rodzina. Wieś zyskuje nowych mieszkańców, a oni zyskują lepsze mieszkanie i bezpieczne otoczenie. Choć tego typu działania są sytuacjami win-win, to jednak są to programy na małą skalę i nie mogą zapewnić długoterminowej poprawy.

Polityka państwa

Problem depopulacji mniejszych ośrodków od przynajmniej kilku lat jest na ustach coraz większej liczby ludzi. Niektórzy z nich chcą wziąć sprawę w swoje ręce. W 2021 r. powstała partia „Espańa Vaciada” nawiązująca do wspomnianej publikacji Sergio del Molino. Tytuł książki „Espańa Vacia”, choć brzmi podobnie i znaczy prawie to samo, to jednak celowo zastosowano tu zmianę. Nazwa tejże pracy oznacza „pustą Hiszpanię”, natomiast w celu podkreślenia, że nie zawsze tak było – zmodyfikowano wyraz i powstała „opustoszała/opuszczona Hiszpania”. Choć bez spektakularnych sukcesów, zrzeszając 160 ugrupowań lokalnych i regionalnych – wystartowano w wyborach w 2022 r. pod wspólnym szyldem mając na sztandarach walkę o znikające wioski. Jak opisywał Antonio Saz, jeden z koordynatorów stowarzyszenia del Modelo de Desarrollo de la España Vaciada, ruch ten jest „konsekwencją ignorowania i porzucania świata wiejskiego i obszarów wyludnionych”.

Czego dokładnie domagają się ci zaangażowani społecznie ludzie? Jak mówi jeden z przedstawicieli partii Soria Y (wchodzącej w szerszą koalicję): „chcemy trzech rzeczy – lepszej infrastruktury, takiej jak autostrady, lepszych usług, czyli więcej szpitali, ponieważ w tej chwili mamy tylko jeden, co było prawdziwym obciążeniem podczas pandemii COVID–19, oraz lepszej łączności, ponieważ odbiór Wi-Fi nie jest dobry w niektórych częściach Sorii”. Jeden z koordynatorów stowarzyszenia doprecyzowuje natomiast owe żądania – „plan naprawczy to 100/30/30, czyli 100 Mb/s Internetu, 30 minut dostępu do usług podstawowych, takich jak edukacja, opieka zdrowotna czy bezpieczeństwo oraz 30 km drogi o dużej przepustowości”.

Rząd Hiszpanii stara się działać na rzecz rozwiązania omawianego problemu. Dzięki pomocy Unii Europejskiej opracowano program o wartości 12 mld dol. Ma on na celu sprostanie wyzwaniu demograficznemu i zagwarantowanie równości szans w całym kraju. Głównie przez inwestycje w technologię i infrastrukturę, ale także poprzez pomoc osobom starszym na terenach wiejskich, oraz kobietom i młodzieży w znalezieniu pracy.

Co dalej?

Wszelkie programy i działania nie są jednak w stanie odwrócić istniejących trendów. Hiszpania (za malutką Maltą) ma najmniejszy wskaźnik dzietności w całej UE, a więc siłą rzeczy w wielu miejscach Półwyspu Iberyjskiego lokalne społeczeństwa będą się kurczyć. To, o co walczą mieszkańcy takich miejscowości, to ograniczenie negatywnych skutków tych procesów.

Sergio del Molino kontynuując opis problemu depopulacji wydał w 2021 r. książkę „Contra la España vacía”, w której pisze: „nie możemy zrozumieć miejskiej Hiszpanii bez pustej Hiszpanii. Duchy tej drugiej są w domach tej pierwszej”. Niewątpliwie już sama debata – coraz częściej występująca – jest pozytywna i może przyczyniać się do odpowiedniego zajęcia się wyzwaniom związanym z obumierającą częścią Hiszpanii.

 

Jarosław Kamiński

 



TPL_BACKTOTOP