Zamachy terrorystyczne w Unii Europejskiej dokonywane są głównie przez dwie kategorie sprawców: muzułmanów ukształtowanych przez getta religijne i pełen protestu islamski hip-hop oraz uchodźców (bojowników) z państw od dawna ogarniętych wojną. Poza tymi kategoriami znajdują się jednak miliony muzułmanów żyjących w zachodnim kręgu kulturowym i identyfikujących się z naszymi wartościami.

Przez to stają się wizerunkowymi ofiarami szaleństwa ekstremistów, a poza Europą giną w zamachach na umiarkowane meczety i przedstawicieli łagodnych odłamów Islamu. Jednocześnie - co jest zamierzone przez terrorystów - ulegają agresji odwetowej (słownej i fizycznej). Wiedzą, że nie pozostawiono im wyboru. Jeśli powrócą na Bliski Wschód lub do innych państw, z których przybyli do Europy lub Ameryki, zostaną zgładzeni. Jeśli zostaną w swoim nowym domu - będą zepchnięci na margines społeczeństwa, znienawidzeni i upokorzeni. Mimo tego wielu z nich chce współtworzyć bezpieczny świat.

Kiedy FBI wprowadziło agenta do jednego z kalifornijskich meczetów, otrzymało od tamtejszej społeczności setki informacji o realnym zagrożeniu terrorystycznym. Oficer próbujący zjednać sympatię potencjalnych ekstremistów wzbudził głoszonymi poglądami ogromny niepokój... Pomimo tego kilku szaleńców wspieranych życzliwą sympatią gett religijnych wykreowało ekstremistyczny wizerunek wszystkich wyznawców Allaha, którzy są tak różni, jak różne są sympatie piłkarskie mieszkańców Polski.

Wojna religijna nie może zostać rozstrzygnięta inaczej niż zmiażdżeniem wroga - zwłaszcza, gdy po obu stronach barykady znajdują się łącznie miliardy uzbrojonych po zęby ludzi, gotowych walczyć o swoje wartości lub chociażby o ziemię i kobiety. Na szczęście ona wcale nam nie grozi! Wielu szalonym imamom wierzących w radykalną wykładnię Koranu, ultranacjonalistom, czy zasiadającym w parlamentach najbogatszych państw jastrzębiom wojny marzy się rozpętanie piekła, które wyludni planetę. Do grona beneficjentów konfliktu należeliby też bankierzy, przemysłowcy i międzynarodowe korporacje zbrojeniowe (wojna napędza koniunkturę jak nic innego), rządy państw po uszy zadłużonych (gdy armaty strzelają długów się nie spłaca) i masy uciśnionej biedoty, niemającej nic do stracenia poza nędzą. To beczka prochu czekająca na iskrę, którą kategorycznie nie jest jednak religia. Wyraźnie widać, że czynnik wiary nie jest tutaj dominujący, nie jest nawet istotny na tle pozostałych.

Wojna zewnętrzna-konwencjonalna (Irak, Syria) i wewnętrzna-asymetryczna (Francja, Niemcy, Anglia) może zostać powstrzymana wyłącznie poprzez rozwiązanie fundamentalnego problemu współczesnego świata - biedy i braku perspektyw. Miliony uchodźców nie wiedzie do nas wola demograficznego podboju starego kontynentu i szerzenia wierzeń proroka. Ich motywy są w zupełności materialistyczne - łatwo dostępne kobiety i wygodne życie (też dzięki zasiłkom). Wspomniane getta jak podparyskie Clichy, obóz dla uchodźców we francuskim porcie Calais, czy też od pokoleń hermetyczne etnicznie dzielnice w Belgii i Niemczech, żyją patrząc przez szybę na dobrobyt białych ateistów i chrześcijan, co potęguje ich wyobcowanie oraz nienawiść. Podobnie jak w przypadku nowojorskiego Harlemu tak i tutaj króluje lokalny hip-hop śpiewany w narodowych językach. Żądania wysokich zasiłków zmieszane z młodzieńczym gniewem dopiero wtórnie opierają się na religii. Ciężko jest zabić siebie oraz przypadkowych ludzi za spowodowany lenistwem brak szans na awans społeczny. Łatwiej umiera się dla idei, wyższego celu, takiego jakim jest zbawienie i oczywiście - tłum dostępnych seksualnie kobiet. Pierwsza wizja śmierci to czerń i nicość, druga - raj. Zbrodniarz przestaje dostrzegać w lustrze kryminalistę krzywdzącego słabszych, a zaczyna widzieć wojownika karzącego niewiernych...

Nie powstrzymamy już zamachów w Europie, możemy jednak prawidłowo zidentyfikować zabijającego nas wirusa. To nie wojna religijna, tylko wojna kultur. Walczą w niej nie muzułmanie z chrześcijanami i ateistami, a biedota z klasą średnią i bogaczami. Tak samo jak w latach poprzedzających rewolucję październikową, kiedy to prześladowani patrioci państw zniewolonych przez Rosję i głodujący robotnicy dokonywali zamachów na kolejnych carów oraz białogwardyjską szlachtę. Wielu chciałoby dziś rozpętać wojnę religijną, ale zielony sztandar proroka odgrywa tutaj wtórną rolę. Rozszerzone samobójstwa bez Islamu zdarzają się nawet w Polsce, dlaczego więc nie miałyby przytrafiać się w wielokulturowych tyglach jakimi są Francja i Wielka Brytania? Ich systematyczny wzrost jest obecnie nieunikniony, tego nie powstrzymamy. Zależy od nas jednak to, czy postąpimy zgodnie z życzeniem szaleńców i pozwolimy się wciągnąć w nową wojnę światową, którą zakończą czystki etniczne i religijne na terytorium Europy, czy dojrzale ocenimy sytuację.

Getta tureckie i arabskie muszą zostać (pokojowo) rozbite, marsze "uchodźców" zatrzymane, konflikty od Libii, przez Irak po Afganistan wygaszone - jeśli trzeba, to bezwzględnymi operacjami lądowymi i odbudową lokalnego przemysłu oraz normalności, tak by kolejne pokolenia widziały sens budowania, a nie jedynie niszczenia i zabijania. Posprzątanie świata islamu nie zmienia faktu, że liberalna i gościnna Europa nie ma racji bytu. Granice należy zamknąć, tutejszych zbrodniarzy wyłapać i osądzić, a uczciwych obywateli wyposażyć w odpowiednie do zagrożenia środki obrony. Robiąc to wszystko nie możemy jednak tracić z oczu tego co najważniejsze - to nie wojna z Islamem tylko wojna z kulturą prymitywnej przemocy i z biedą. To nie czas nowych wypraw krzyżowych a rewizji starego ładu świata.


Kazimierz Turaliński

Materiał archiwalny opublikowany pierwszy raz dnia 22 marca 2017 r., nadal aktualny, zwłaszcza w sytuacji, gdy ludzi uciekających przed zbrodniami Talibów rozgrywają politycznie Aleksandr Łukaszenka i Władimir Putin, a Amerykanie wychodząc z Afganistanu otwierają kolejny front światowej wojny z terroryzmem.

 



TPL_BACKTOTOP